środa, 3 grudnia 2014

Perfekcyjna Pani Domu...

... czyli o tym jak jedna rzecz może zmienić życie "na lepsze". 

Pewnego dnia, zmuszeni do uzupełnienia swojej lodówki wybraliśmy się na wielkie zakupy (w każdy razie taki był zamiar). Chodziliśmy sobie między regałami, chodziliśmy aż tu nagle, ach, FIOLETOWY MOP, PIĘKNY FIOLETOWY MOP (serio, taka była moja pierwsza myśl). Kupiłam, przecież się przyda. Po powrocie do domu M. stwierdził, że przydałoby się ogarnąć nasz pokój. Tak ogólnie to jesteśmy do siebie podobni. Mamy podobny gust i poglądy na różne sprawy. Ale jest jedna rzecz, którą różnimy się całkowicie: sprzątanie pokoju. Nie przeszkadza mi, że na krześle leży sterta ubrań, że kosmetyki są wszędzie, a nie tylko w wyznaczonym na nie miejscu, że koc na łóżku nie jest idealnie położony. Tego przełomowego dnia padło standardowe pytanie, które wywoływało u mnie wzrost ciśnienia: "a może posprzątamy pokój?". Chwila namysłu, szukanie usprawiedliwienia, aż tu nagle myśl w głowie "nowy mop"! I się zaczęło. Pokój po godzinie błyszczał jak nigdy (nie zapominając o oknach i balkonie). 
Skończyłam, usiadłam na łóżku, porozglądałam się i myślę "kurcze, całkiem przyjemnie tutaj u nas, tyle miejsca". Zrobił się tak ciepło i przytulnie, "kaloryferowe" lampki jakoś lepiej się prezentują i dopiero teraz dodają uroku. Dwa dni później kupiłam kwiatka w doniczce, porozstawiałam świeczki, a krzesło jeszcze ani razu nie zapełniło się sterta ubrań. I M. stał się jakiś szczęśliwszy, i ja jakaś w lepszym humorze, nie przytłoczona. 

Jeden mop, a tak zmiana!








A wy, macie taką rzecz, która zmieniła was w "PPD"? :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz