poniedziałek, 9 lutego 2015

Z pamiętnika trądzikowca 2: PIELĘGNACJA

Są trzy punkty, które każdy z problemami skórnymi (i nie tylko, ale tutaj skupię się akurat na tym) powinien mieć na uwadze:
1. Pielęgnacja
2. Dieta
3. Styl życia

Chciałam umieścić je od najważniejszego, ale miałam z tym ogromny problem z racji tego, że wszystkie punkty są ze sobą powiązane i "oddziałują" na siebie wzajemnie. Więc zacznę od pielęgnacji, która miała (i ma) ogromny wpływ na stan mojej cery. A więc zaczynajmy!

Punkt 1. SYSTEMATYCZNOŚĆ
Jeśli chcesz, aby Twoja cera wyglądała zdrowo, żeby zmiany szybciej się goiły i samopoczucie było lepsze systematyczność jest najważniejsza. Nie zauważysz poprawy, jeśli dany produkt, który ma pomóc w leczeniu nie będzie stosowany regularnie. Nic nie działa natychmiast, to długa droga. W tym wypadku rutyna jest obowiązkowa.

Punkt 2. NIGDY, PRZENIGDY NIE KŁADŹ SIĘ SPAĆ W MAKIJAŻU
Podstawowa zasada pielęgnacji skóry. Makijaż, lekki czy też ciężki, powinien być zmywany każdego wieczoru. Noc dla skóry jest czasem, w którym dzieje się najwięcej rzeczy. Skóra potrzebuje "oddechu", potrzebuje oczyszczenia żeby mogła się zregenerować, aby rany mogły goić się szybciej. To właśnie w nocy wchłanialność kremów/serum/maseczek jest najlepsze. Warto o tym pamiętać.

Punkt 3. ODPOWIEDNIE KOSMETYKI
Obserwuj swoją skórę. To, że masz trądzik nie oznacza, że wszystkie produkty przeznaczone dla tego typu skóry będą odpowiednie dla Ciebie. Sprawdzaj składy, analizuj. Wtedy uda Ci się wyeliminować składniki, które Ci szkodzą. W większości przypadków sprawdza się jednak zasada: im krótszy skład, tym lepsze działanie. :)

Punkt 4. NATURA, NATURA, NATURA
Wyznaję zasadę, ze jeśli natura Cię "skrzywdziła" to natura Cię wyleczy. Nie ma nic lepszego dla skóry niż pozbycie się chemii. Nie oszukujmy się, większość drogich, super kosmetyków wypełniona jest chemicznymi dodatkami, które szkodzą zamiast pomagać. Natura ma tyle do zaoferowania, że dlaczego by z tego nie skorzystać?

A teraz opowiem wam o pielęgnacji, która całkowicie odmieniła stan mojej skóry. Gdyby ktoś mnie zapytał jak radzić sobie z problematyczną cerą poleciłabym właśnie te rzeczy!




Od jakiegoś czasu najważniejsze jest dla mnie aby kosmetyk był naturalny i nietestowany na zwierzętach. To są dwa najważniejsze punkty, które zawsze biorę pod uwagę przy zakupach. Tak jak napisałam wyżej, sprawdzam składy, przeznaczenie, testuje każdy osobno. Nigdy na raz, żeby wiedzieć co mi szkodzi, a co nie. 

PORANEK:
Nie używam do mycia twarzy wody z kranu. We Wrocławiu woda nie nadaje się do tego zupełnie. Jest twarda i nachlorowana. Używam do tego wody przegotowanej, a jeśli rano okazuje się, że zapomniałam tego zrobić wieczorem myję twarz wodą źródlaną, z butelki.
I teraz główny bohater:





Żaden kosmetyk nie zrobił takiej rewolucji na mojej twarzy jak to cudowne mydło! Jest tak silne, że rozpuszcza nawet najcięższy makijaż (stosuje je także wieczorem). Idealnie wygładza skórę, lekko peelinguje, dogłębnie oczyszcza. Jest tanie i bardzo wydajne. Jedna kostka starcza na ok. 4-5 miesięcy. Zanim je odkryłam używałam czarnego mydła Savon Noir. Myślałam, że nie może być nic lepszego. A tu niespodzianka! Dudu Osun chyba już na zawsze ze mną zostanie.


 Po porannym myciu twarzy nie osuszam jej, ale mokrymi dłońmi od razu nakładam olej.


 Obecnie posiadam konopny. To jest mój pierwszy kontakt z olejami. Za namową mamy i jej zachwalaniem oleju z pestek malin sama postanowiłam spróbować. Bałam się ze względu na moją wrażliwą skórę, mimo że słyszałam same pozytywne opinie na ten temat. Kolejna  niespodzianka! Moja skóra przestała się przetłuszczać, przebarwienia i podrażnienia znikają, a nowe wypryski pojawiają się coraz rzadziej, prawie w ogóle. Wcześniej używałam kremu z Ziaji i myślałam, że mi pomaga, ale po przerzuceniu na olej zmieniłam zdanie. (Ziaję nadal uwielbiam, chociaż w niektórych kosmetykach bolą mnie ich składy!)

WIECZÓR:
Po całym dniu spędzonym na uczelni czy poza domem marzę o tym żeby zmyć makijaż, albo gdy go nie mam po prostu oczyścić skórę. Zaczyna się tak samo jak o poranku, od czarnego mydła. Potem osuszam twarz papierowymi ręcznikami i tonizuje tonikiem z Ziaji:

Bardzo lubię tę serię, jednak zaczynam z niej rezygnować, chociażby ze względu na to, ze chcę wyeliminować ze swojej pielęgnacji kosmetyki drogeryjne i z chemicznymi dodatkami. Mimo wszystko tonik jest bardzo przyjemny i cudnie odświeża skórę. 
I teraz moje kremowe odkrycie, które w połączeniu z resztą zmieniło wszystko i pozwoliło mi zrezygnować z aptecznych maści:



W tej kiczowatej tubce kryje się cud. Krem ma w składzie wyłącznie ekstrakt z kurkumy i olejek z drzewa sandałowego. Kurkuma ma właściwości antyseptyczne, jest bardzo pomocna w leczeniu właśnie trądziku, zaskórników, wysypek. Pewnie większość z was słyszała, albo nawet próbowala, robić sobie domową maseczkę z kurkumy. Krem ma piękny zapach! Pachnie jak... sklep indyjski :) Dla niektórych może być problematyczny i duszący, bo mimo, że nie utrzymuje się na skórze to w "nosie" pozostaje bardzo długo. Osobiście się od niego uzależniłam! Ale to nie jest najważniejsze. Krem, mimo, że nie stosuje go długo, wyleczył mi wszystko. Ostatnio miałam na jednym policzku kilka "niespodzianek". Wystarczyły dwie noce i wszystko zniknęło. Chyba jeszcze nic nie działo na mnie tak dobrze i szybko. Polecam sprawdzić, bo warto! I cena zachęcająca, 16 zł!






I moja ulubiona maść, jedyna apteczna, która dzięki wymienionemu wyżej kremowi na razie odeszła w zapomnienie. Jednak to właśnie ten produkt ratował mi życie co wieczór, kiedy miałam nagły wysyp niespodzianek. Jako jedna z nielicznych, które próbowałam leczy na prawdę. Ostatnio jednak doszły mnie słuchy że albo zmieniła nazwę albo ją wycofali i stworzyli coś o bardzo podobnym składzie. Jeśli ktoś coś wie, dajcie znać!

MASECZKI:
Maseczki robię raz-dwa razy w tygodniu, głównie po dniach spędzonych w całości w makijażu, żeby oczyścić skórę. Mam swoje dwie ulubienice, oto one:




Właściwości tego błota odkryłam jakiś czas temu. Kupiłam sobie saszetkę z już gotową maseczką. Nałożyłam i... piekło! Wytrzymałam dwie minuty i zmywałam z płaczem, serio. Już nie wspomnę co się działo jak spojrzałam w lustro. Istna masakra. Jakby ktoś mnie pobił albo oblał jakimś kwasem, byłam aż tak czerwona! Łzy w oczach i po pomoc do internetu. Wpisuje, czytam i uff, kamień spadł mi z serca. Nie tylko ja tak miałam. I to nic dziwnego. Naturalna reakcja skóry na to błoto. Kilka oddechów i poszłam spać. Wstaję rano, idę do lustra, a tu niespodzianka! Skóra bez żadnych zaczerwienień, gładka, miękka, cudo! Ale nie byłabym sobą gdybym nie chciała wypróbować wersji "w proszku". I to był już całkowicie strzał w dziesiątkę. Starcza na długo, nie jest droga (ok. 20 zł), pięknie peelinguje i oczyszcza. 
UWAGA! Nie nadaje się dla osób z cerą naczynkową i suchą, ponieważ baaaardzo pobudza krążenie krwi i wysusza, dosyć mocno. No i nie polecam robić jej rano, przed ważnym wyjściem. U mnie zaczerwienienie znika dopiero po ok. godzinie.




Glinka Multani Mati. Idealnie pomaga w leczeniu zmian skórnych, a jeszcze lepiej oczyszcza, na co moja skóra następnego dnia reaguje "wyrzuceniem" na powierzchnie zmian, które już zaczynały "kwitnać". Ale kolejnego dnia wszystko wraca do normy, skóra jest piękna i odświeżona.
UWAGA! Pamiętajcie, że glinka nie może mieć kontaktu z metalem, bo traci swoje właściwości!

PRZYDATNA INFORMACJA: jest wiele sklepów gdzie można kupić podane produkty, jednak osobiście polecam Helfy i Magiczne Indie (nie, nie współpracuję z tymi firmami, żeby było jasne:) ). Tam mam pewność, że wszystko jest oryginalne.

Macie jakieś produkty, które uratowały waszą skórę? Które zmieniły całkowicie jej stan i przy okazji waszą samoocenę? Chętnie się dowiem!


W następnej części opowiem trochę o diecie, o tym co jeść, a czego unikać, o produktach zbawiennych dla cery. Mam nadzieję, że ta seria pomoże komuś chociaż trochę, bardzo bym tego chciała. :)




Do zobaczenia!






poniedziałek, 2 lutego 2015

"Carte Blanche"



Polskie filmy i filmowcy udowadniają w ostatnim czasie, że są na bardzo wysokim poziomie, że niczego im nie brakuje. Chyba nikt, kto chociaż trochę się tym interesuje nie odważy się stwierdzić inaczej. Godzinę temu wyszłam z kina. Dużo się spodziewałam po "Carte Blanche" i kolejny raz się nie zawiodłam. Tak samo jak po "Bogach" ukrywałam łzy wzruszenia. Ostatnio jestem bardzo wrażliwa, ale żeby wzruszył mnie film musi być na prawdę bardzo dobry. Wszystko musi być świetnie zgrane. Muzyka, zdjęcia, dobrzy aktorzy. Sposób, w jaki poruszany problem zostanie przedstawiony. Musi być coś, co sprawi, ze zamknę oczy, i nadal będę widzieć niektóre sceny, słyszeć muzykę. Że nie będę mogła spać, bo myśli nie dadzą mi spokoju. Że będę tak zachwycona, że nie będę potrafiła nawet o tym opowiedzieć. I tak jest teraz. Nie czekajcie, lećcie do kina, bo warto.

Ale nie o tym chciałam mówić. Coś zupełnie innego chodzi mi po głowie. Pewnie wiecie, że jest to historia nauczyciela, który traci wzrok. Ukrywa to przed całym światem. Boi się o pracę. O to, że straci wszystko co kocha. 
Jak w każdym filmie oczywiście musi przewinąć się też motyw miłosny, standard. (UWAGA, TO MOŻE BYĆ UZNANE ZA SPOILER) Kobieta, którą kocha, dowiadując się, że jej idealny mężczyzna niedługo przestanie widzieć, zostawia go. Tak po prostu. Bo nie chce spędzić życia z inwalidą.
W tym momencie moje serce zaczęło krwawić, a w głowie zaczęły mi wirować myśli. "Ale jak to? Przecież przez cały czas było jej dobrze, była szczęśliwa. I co, nagle dowiadując się o jego chorobie przestaje go kochać?". 
I tu pojawia się następne pytanie: "Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?". 
Wyobraźmy to sobie: Twoja druga połówka mówi Ci, że już nigdy nie będzie chodzić. Czeka go/ją całe życie na wózku. Co robisz? Odchodzisz czy zostajesz? Ułatwiasz sobie życie, zaczynasz żyć na nowo z kimś w pełni sprawnym, bo "tak będzie lepiej"? Bo życie z inwalida Ci nie odpowiada? Bo przecież to jakieś "ograniczenie"?
Czy może zostajesz, żyjesz jakby nic się nie stało, nic się nie zmieniło? Wspierasz, pomagasz,  a przede wszystkim kochasz, jak wcześniej? 


Nie musiałam długo zastanawiać się nad odpowiedzią. A Ty?
Pomyślcie o tym, czasem warto zastanowić się nad takimi rzeczami.