Nie jest prosto stworzyć postać, która budziłaby w człowieku tyle skrajnych emocji i nie pozwalała o sobie zapomnieć ani na chwilę. Stworzyć obraz kogoś, kto od pierwszej przeczytanej strony staje się częścią Twojego codziennego życia.
Udało się to Żulczykowi w "Ślepnąc od świateł". Czekałam na tę książkę. Od dnia premiery biegałam po sklepach, szukałam, pytałam, nic. Po kilku księgarniach odpuściłam. Ale Mikołaj chyba czyta mi w myślach i dostałam ją pod choinkę. Przeczytałam i... ostatnia strona to była męką. Nie przypuszczałam, że tak trudno będzie mi się rozstać z głównym bohaterem. Jakbym żegnała się z najlepszym przyjacielem, który musi odejść, wyjechać, zniknąć. Ale do rzeczy.
Jacek. Taki sobie diler narkotykowy, sprzedaje kokainę w Warszawie. Chociaż w sumie nie taki zwykły. Obraca się wśród różnych ludzi, głównie tych bogatych, sławnych, wśród artystycznego kręgu, który żeby przetrwać kolejny nudny bankiet musi sobie wciągnąć. Jest najbardziej anonimowym człowiekiem w mieście, mimo tego, że wszyscy go znają.
Nie spodziewałam się takich "przeżyć" podczas czytania, takiego zżycia z bohaterem.
To było na swój sposób piękne.
Panie Żulczyk, kolejny raz się na panu nie zawiodłam.



Nie słyszałam jeszcze o tej książce, ale wydaje się być ciekawa. Trzeba sięgać po pozycje polskich autorów, bo w większości piszą naprawdę interesująco. :)
OdpowiedzUsuńPo twojej recenzji mogę śmiało stwierdzić, że mnie przekonałaś i dorzucam tę książkę do swojej listy "do przeczytania". Świetnie piszesz nie przestawaj! :)
OdpowiedzUsuńxoxo
Lovere.
Ps. Polecam Ci książkę Buntownik od Jay Crownower. Mój ulubieniec zdecydowanie, przeczytałam ją zaledwie w jeden dzień dosłownie.
OdpowiedzUsuńO, sprawdzę, bo akurat kończą mi się pozycje do przeczytania :)
UsuńJestem zainteresowana, dodaję do kolejki rzeczy do przeczytania, na razie muszę przeczytać swoje wyzwanie styczniowe ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny fragment pokazałaś, chętnie bym ją przeczytała w całości ;)
OdpowiedzUsuńPolecam, polecam!
Usuń