Polskie filmy i filmowcy udowadniają w ostatnim czasie, że są na bardzo wysokim poziomie, że niczego im nie brakuje. Chyba nikt, kto chociaż trochę się tym interesuje nie odważy się stwierdzić inaczej. Godzinę temu wyszłam z kina. Dużo się spodziewałam po "Carte Blanche" i kolejny raz się nie zawiodłam. Tak samo jak po "Bogach" ukrywałam łzy wzruszenia. Ostatnio jestem bardzo wrażliwa, ale żeby wzruszył mnie film musi być na prawdę bardzo dobry. Wszystko musi być świetnie zgrane. Muzyka, zdjęcia, dobrzy aktorzy. Sposób, w jaki poruszany problem zostanie przedstawiony. Musi być coś, co sprawi, ze zamknę oczy, i nadal będę widzieć niektóre sceny, słyszeć muzykę. Że nie będę mogła spać, bo myśli nie dadzą mi spokoju. Że będę tak zachwycona, że nie będę potrafiła nawet o tym opowiedzieć. I tak jest teraz. Nie czekajcie, lećcie do kina, bo warto.
Ale nie o tym chciałam mówić. Coś zupełnie innego chodzi mi po głowie. Pewnie wiecie, że jest to historia nauczyciela, który traci wzrok. Ukrywa to przed całym światem. Boi się o pracę. O to, że straci wszystko co kocha.
Jak w każdym filmie oczywiście musi przewinąć się też motyw miłosny, standard. (UWAGA, TO MOŻE BYĆ UZNANE ZA SPOILER) Kobieta, którą kocha, dowiadując się, że jej idealny mężczyzna niedługo przestanie widzieć, zostawia go. Tak po prostu. Bo nie chce spędzić życia z inwalidą.
W tym momencie moje serce zaczęło krwawić, a w głowie zaczęły mi wirować myśli. "Ale jak to? Przecież przez cały czas było jej dobrze, była szczęśliwa. I co, nagle dowiadując się o jego chorobie przestaje go kochać?".
I tu pojawia się następne pytanie: "Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?".
Wyobraźmy to sobie: Twoja druga połówka mówi Ci, że już nigdy nie będzie chodzić. Czeka go/ją całe życie na wózku. Co robisz? Odchodzisz czy zostajesz? Ułatwiasz sobie życie, zaczynasz żyć na nowo z kimś w pełni sprawnym, bo "tak będzie lepiej"? Bo życie z inwalida Ci nie odpowiada? Bo przecież to jakieś "ograniczenie"?
Czy może zostajesz, żyjesz jakby nic się nie stało, nic się nie zmieniło? Wspierasz, pomagasz, a przede wszystkim kochasz, jak wcześniej?
Nie musiałam długo zastanawiać się nad odpowiedzią. A Ty?
Pomyślcie o tym, czasem warto zastanowić się nad takimi rzeczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz