Zamieszanie przedświąteczne i nauka tak bardzo nas pochłonęły, że nie mieliśmy czasu na cokolwiek. Od początku grudnia szukamy prezentów świątecznych. Kiedy już znaleźliśmy chwilę żeby w sobotę wybrać się na drugi koniec miasta i porobić już jakieś ostateczne zakupy to ilość ludzi w sklepach nas poraziła i ostatecznie nie kupiliśmy nic konkretnego. Kilka drobiazgów. Ale za to w niedzielę, zamiast z produktami do przygotowania obiadu wróciliśmy z... CHOINKĄ! Tak! Żywą! Pachnącą! Trochę krzywą i małą, ale naszą! Z racji tego, że oboje wracamy przed Wigilią do domu ubraliśmy ją już dzisiaj, co bym mogła się nacieszyć trochę, do piątku. Już obmyślam system jak ją "zakonserwować" żeby przez tydzień naszej nieobecności nie został z niej sam patyk :) Nasz pokój zrobił się taki piękny! Taki... świąteczny. Nie chce mi się z niego wychodzić.
A jutro czeka mnie ostatni w tym roku, wyjątkowo ciężki dzień na uczelni, kolejny maraton sklepowy, z jednego końca miasta na drugi. I zaciągnięcie M. do pomocy przy piernikach. Przed świętami doba powinna mieć kilka godzin więcej, serio!
P.S. A jak już jestem przy zakupach to następnym razem opowiem wam o moim ukochanym sklepie, takiej "naturalnej" perełce!
Do następnego!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz